NA WESOŁO
KOMARZYCA I KORNIK
Po pracowitej nocy zmęczona Komarzyca wracała do domu.
Marzyła tylko o jednym: przysiąść w spokoju i przetrawić krwistą kolację, za którą musiała się tyle nalatać.
Pracowity Kornik rył kolejne tunele i drążył przez cały dzień.
Zleceń napływało mnóstwo, nie miał nawet chwili wytchnienia.
Postanowił zrobić sobie przerwę na papierosa i wyszedł na zewnątrz.
I wtedy się spotkali.
Kornik patrzył na ponętne ciało Komarzycy, a ta, obrzucała zaciekawionym spojrzeniem jego muskularne ciało.
- Bzzz bzzz… – szepnęła Komarzyca.
– Bezy bezy… – odparł Kornik.
To była miłość od pierwszego bzyknięcia. Kochali się jak szaleni, nie przejmując się niczym.
Plotka z szybkością błyskawicy rozeszła się po łące.
I wtedy zaczęły się trudności. Świat stanął im naprzeciw.
Postanowili zalegalizować związek.
Rodziny odwróciły się od nich, a znajomi nie chcieli już ich znać.
Zostali wyklęci, odrzuceni od reszty społeczeństwa.
Niedługo później urodziło się dziecko…
Potwór zrodzony z krwiopijcy Komarzycy i niestrudzonego drążyciela Kornika.
Poczwara, przed którą wszyscy będą uciekać.
Dziecko, które tylko rodzice będą kochać….
Z kołyski swymi złośliwymi oczkami spoglądał na rodziców…
I tak narodził się…
komornik
(znalezione w sieci)
————————————————————————————–
LOKOMOTYWA NA BIOPALIWA
Stoi na stacji lokomotywa,
która ma jeździć na biopaliwa.
Chciałaby jechać, ale nie może,
bo to po pierwsze wypada drożej.
Po drugie, skutkiem jakichś przekrętów,
w kraju brak kilku jest komponentów,
a jak się kupi je z zagranicy,
to będą stratni polscy rolnicy.
Po trzecie spalin skład tak się zmienia,
że wzrosną wokół zanieczyszczenia,
po czwarte jazda ma wpływ szkodliwy
na biedny silnik lokomotywy…
Takich zagrożeń jest ze czterdzieści,
sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
I choćby przyszło ekspertów tysiąc,
a każdy gotów nie tylko przysiąc,
to dowieść może w uczonych pracach,
że ta ustawa się nie opłaca.
Lecz ją ochoczo przegłosowali
znaczną większością Wysokiej Sali
zlobbingowani nasi posłowie,
co kłopot mają z olejem… w głowie.
Nagle gwizd, nagle świst,
silnik buch, koła w ruch…
Najpierw powoli jak żółw ociężale
na biopaliwie motor odpalił.
Turkoce, łomoce stuka i puka,
to tłoki tak walą i rozrząd łańcucha,
korbowód się grzeje i strzela coś w rurę,
dziwnie się dzieje, obroty wciąż w górę.
Zawory już dzwonią, zapach jest chmielu,
czuć woń Platformy i PSL-u.
Ruszyła maszyna po szynach ospale,
bo biopaliwo jest na gorzale.
I koła turkocą, i skrzeczy i grzeje,
jak bydle po wódce konstrukcja szaleje,
a silnik wręcz wyje, co słyszy sto osób
i zgrzytów w motorze znieść już nie sposób.
I wszystko czerwone się nagle zrobiło
i lokomotywę rozpier…ło.
(znalezione w sieci)
————————————————————————————–
OBCZYZNA „POLSZCZYZNA”
Mądrze gada, czy też plecie, ma swój język Polak przecie!
Tośmy już Rejowi dłużni, że od gęsi nas odróżnił.
Rzeczypospolitej siła w jej języku również tkwiła…
Dziś kruszeje ta potęga, dziś z angielska Polak gęga…
Pierwszy przykład tezy tej: zamiast dobrze jest okej!
Dalej iść śladami tymi, to nie twarz dziś masz a imidż…
Co jest w stanie nas roztkliwić ? Nie życiorys czyjś, lecz siwi!
Gdzie byś chciał być w życiu, chłopie? Nie na czubku, lecz na topie!
Tak Polaku gadaj wszędy! Będziesz modny… znaczy trendy!
I w tym trendzie ciągle trwaj,… nie mów żegnam, mów „baj-baj”!
Gdy ci nietakt wyjdzie spory, nie przepraszaj! Powiedz: Sory!
A gdy elit chcesz być bliżej, to nie „Jezu” mów, lecz Dżizes!
Kiedy szczęścia zrąb ulepisz, powiedz wszystkim, żeś jest hepi!
A co ciągnie cię na ksiuty? Nie uroda ich, lecz bjuty!
Dobry Boże, trap się trap… Dziś nie knajpa już, lecz pab!
No, przykładów dosyć, zatem trzeba skończyć postulatem,
bo gdy język rani uszy, to jest o co kopie kruszyć!
Więc współcześni poloniści walczcie o to, niech się ziści:
Żeby wbrew tendencjom modnym, polski znów był siebie godny!
Pazurami! Wet za wet!…. Bo do dupy będzie wnet!
Post Scriptum:
Angielskiemu nie ubędzie, kiedy POLSKI POLSKIM będzie!
————————————————————————————–
Dzierżyj linu!
Rosyjski transatlantyk przybija do brzegów Afryki. Na nabrzeżu Murzyn, Wania na dziobie z cumą:
- Nu, Niegr, dierżyj linu!
- E?
- Dierżyj linu!
- E?
- Razgawariwajesz pa ruski?
- E?
- Schprechen sie Deutch?
- E?
- Parlez-vous Francais?
- E?
- Do you speak English?
- Well yes, of course, I’ve studied in Oxford…
- Nu takda dierżyj linu!
————————————————————————————–
Włodzimierz Szaranowicz przeskoczył sam siebie…
„Norwegowie świetnie czują te wiatry”
„To jest fantastyczna adrenalina”
„Nie ma się co sprzeczać z naturą – jak coś daje – bierzemy” (o wietrze pod narty),
„On jest specjalistą od mamutów” (o Martinie Kochu),
„Przekręcił się w powietrzu, zrobił ewolucję z wiatrem” (o Simonie Ammannie),
„Ładnie mówi, ładnie myśli…”
„Ta płynność wpisania się w parabolę lotu…”
„Adam: dzięki za wczoraj, jest jeszcze jutro”
„Kładzie się (Romoeren) na te narty jak szalony”
Zakopane, Puchar Świata w Skokach Narciarskich, 22-23 stycznia 2011 r.
————————————————————————————–
Jak ja się czuję
Kiedy ktoś zapyta, jak ja się dziś czuję,
grzecznie mu odpowiadam, że „dobrze, dziękuję”.
To, że mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko,
astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką,
puls słaby, krew w cholesterol bogata…
lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.
Bez laseczki chodzić teraz już nie mogę,
choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.
W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,
ale przyjdzie ranek… i znów dobrze się czuję.
Mam zawroty głowy, pamięć „figle” płata
lecz dobrze się czuję jak na swoje lata.
Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi,
że kiedy starość i niemoc nareszcie przychodzi,
to lepiej się zgodzić ze strzykaniem kości
i nie opowiadać o swojej starości.
Zaciskając zęby z tym losem się pogódź
i wszystkich dookoła chorobami nie nudź!
Powiadają, że starość okresem jest złotym,
i kiedy spać się kładę, zawsze myślę o tym…
„Uszy” mam w pudełku, „zęby” w wodzie studzę,
„oczy” na stoliku zanim się obudzę…
Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje:
Czy to wszystkie są części, które się wyjmuje?”
Za czasów młodości (mówię bez przesady)
łatwe były biegi, skłony i przysiady.
W średnim wieku jeszcze tyle sił mi pozostało,
żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą…
A teraz na starość czasy się zmieniły,
spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły…
Dobra rada dla tych, którzy się starzeją
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Niech wstaną rano, „części” pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają,
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że są ZDROWI I DOBRZE SIĘ CZUJĄ.
Józefa Jucha
————————————————————————————–
SPADOCHRONIARZ
Wezwali spadochroniarza
Chłop, jak z obrazu Kossaka
„Cześć – powiedzieli – spocznij!
Słuchajcie.
Rzecz jest taka
Wylecicie dziś w nocy,
Maszyną przygotowaną.
Wyskoczycie z maszyny
Dokładnie o szóstej rano.
W obrębie dziesięciu kroków
Od miejsca wylądowania
Znajdziecie rower.
Na nim
Dokonacie zadania.
Zadanie – jest w tej kopercie.
Otworzyć – tuż przed skokiem”.
„Rozkaz” – rzekł spadochroniarz
Z zadowoleniem głębokiem.
Wyleciał o północy.
Gdy dochodziła szósta
Otworzył kopertę z instrukcją.
Koperta była pusta.
(Ktoś widocznie instrukcji
W roztargnieniu nie włożył).
Skoczył.
Pociągnął za sznurek.
Spadochron się nie otworzył.
Szarpnął raz, drugi – na nic.
Wtedy, w rosnącym pędzie,
Pomyślał z żalem:
„Psiakrew, Roweru też pewno nie będzie”.
Marian Hemar
————————————————————————————–
Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi
SSBSU przejawia się następująco:
- Decyduję się na podlanie ogrodu.
- Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
- Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
- Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
- Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
- Wchodzę do gabinetu, a tu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
- Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku, zwracam uwagę na kwiaty na parapecie – wymagają podlania.
- Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana.
- Postanawiam, że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym. Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałem zrobić.
Pod koniec dnia:
- Ogród jest nie podlany.
- Samochód jest nie umyty.
- Rachunki są nie zapłacone.
- Puszka ciepłej Coca-Coli stoi na biurku.
- Kwiaty są suche.
- Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej.
- Nie mogę znaleźć pilota od telewizora
- Nie mogę znaleźć moich okularów.
- I nie wiem co zrobiłem z kluczykami od samochodu.
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione, jestem naprawdę zdumiony bo wiem, że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem. Mam jeszcze prośbę. Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam komu ją już przekazałem.
Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi!
Starzenie się jest nieuniknione. Doroślenie jest opcjonalne.
Śmianie się z samego siebie jest terapeutyczne.
(znalezione w sieci)
————————————————————————————–
Ciekawostka historyczna
– fragment korespondencji sułtana
tureckiego i kozaków zaporoskich
Oferta Mehmeda IV
„Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan — nakazuję wam, zaporoskim Kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej waszymi napaściami przejmować”.
Podpisał: Sułtan turecki Mehmed IV
Odpowiedź Kozaków
„Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego!
Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa twoja mać. Kucharzu ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa twoja mać.
O tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!”.
Podpisali: Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami
Wiersz o „Wzorze pierdosmrodów”
Dwaj studenci w ubikacji spór zacięty wiedli raz:
Co dziś ludzkość bardziej nęci: czy pierdzenie, czy też gaz.
- Gaz przoduje – jeden prawi – nawet głuchy rozkosz ma:
Człowiek się w zapachu pławi i w błogości długo trwa…
- Pierdzieć to jest wyższa klasa – drugi mu odpowie gość
- Czy to masa, czy to rasa, nigdy pierdzieć nie ma dość.
Wtem obydwaj dyskutanci straszny usłyszeli głos,
Chwilę potem z przerażeniem każdy chwycił się za nos.
Był to Kawa – mistrz nad mistrze – pierdosmrodów istny wzór,
Co w ten sposób przeciął chytrze dyletantów głupi spór…
Edward Kossoy „Na marginesie”














































